Macierzyństwo , nikt Ci nie powie jak to naprawdę wygląda, bo po co od razu straszyć? Więc czekając na milusińskiego który grzeje swoje miejsce w brzuszku , przeglądasz mamusiowe gazetki, zdjęcia na portalach uśmiechniętych mamusiek z makijażem, fryzurą no powiedzmy ogarniętą, i dzieckiem, słodkim bobasem , śmiejącym się od ucha do ucha i widać tylko dwa dolne zęby, albo jeszcze bez zębów, i setki lajków tego jakże uroczego obrazka, cudowne komentarze w kierunku matki i dziecka... Zaczynasz snuć wizje Waszych wspólnych chwil , zdjęć..
Przychodzi czas gdy zderzasz się z rzeczywistością, pierwsze dni upływają no jakby sielankowo , odwiedziny rodziny, znajomych , dziecko śpi, jje, śpi, i robi kupki... dużo kupek... ewentualnie ulewa... Wszystko było by spoko , gdyby nie ten ból, nie możesz dobrze na tyłku usiąść bo boli jak urwał nać!
Czas mija , płynie nieubłaganie a TY w końcu dostrzegasz że nie masz czasu spokojnie iść do łazienki ,bo intensywnie uczestniczy w tym Twój milusiński ,który jest ciekaw do czego służy ten zielony przycisk na pralce, albo liczy ile włosów dziś mama zostawiła w grzebieniu. D om wczoraj lśnił czystością jednak dziś prawdopodobnie przez Twoją oazę szczęścia przeszło jakieś tornado..ewentualnie krasnoludki szukały listów dla Mikołaja.
Nagle nauczyłaś się że nic Ci nie ucieknie, i jeśli czegoś nie zrobisz dziś to jutro będzie tego jeszcze więcej! Albo będą czary mary i zjawi się w domu dobra wróżka , zrobi za Ciebie czarną robotę , jednak ostrzegam w Bajki nie wierz..nie ten wiek,nie te czasy , bo wiesz teraz książę nie zjawi się na rumaku, tylko w furze do której strach wsiąść bo chucha i dmucha ją jak żadną inną..
Dzieć śpi, a TY w tym czasie włączasz poziom hard i jesteś jak Mario w przyspieszonym programie, jedną ręką zmywasz, drugą nastawiasz obiad a w między czasie prasujesz, a w wolnej sekundzie nastawiasz kolejne pranie, i w końcu w domu jest jako tako po japońsku, czyli jest spoko! W końcu możesz usiąść, jednak nie zdążysz usiąść a w domu pojawia się Pan i władca świata,..Nie to nie Zeus, nie nie ani żaden inny Bożek... Pojawia się Twój mąż,zmęczony , głodny, domaga się strawy co by nie utracić męskości a Ty w podskokach lecisz by mu dogodzić wręcz!
Obiad zjedzony, przetrawiony, był pyszny! Młody wstał , zjadł własnymi siłami i wszyscy zadowoleni! No przynajmniej nie powiedział że za słony! i Ty znów stoisz i zmywasz... musisz bardzo lubić wodę!
W końcu upragniony wieczór , kąpiel, przygotowana jesteś na łazienkowe tsunami, i szkody z nim związane, ale przeżyliście!! Malec szczęśliwy, udał się w sen, a TY zmęczona trudem dnia codziennego na dobranoc przytulając się do lubego szepczesz.. "kotku ale jestem zmęczona" nie zdziw się jak w odpowiedzi usłyszysz "ale czym Ty się zmęczyłaś pączusiu?"
Jeśli śpisz w nocy to potraktuj to jako rarytas, sen jest tylko dla Wybranych! czuj się wyróżniona, bo dzieci nie śpią one ładują tylko akumulatorki. Pomijając czas ząbkowania, gdy piskom i jękom nie widać końca.
No:) tekst pisany z przymrużeniem oka , więc aż tak bardzo nie bierz tego do siebie.. :-) jednak dobry mąż mile widziany!
Macierzyństwo pięknym doświadczeniem, ono uczy pokory i cierpliwości to właśnie wtedy dowiadujesz się jak wiele w Tobie jest miłości!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz